Zaoferowanie młodym ludziom, wchodzącym w swoje dorosłe życie, obiecującej przyszłości,
to nasz psi międzypokoleniowy obowiązek. Dlatego zamiast czekać aż oni, zdesperowani
wizją relatywnie coraz gorszych życiowych szans, ogłoszą pierwszy w historii strajk
generacyjny i wyjdą na ulicę przeciwko samolubnym oczekiwaniom seniorów, już teraz
wyprowadźmy ich sami na barykady przedsiębiorczości.
Jako pokoleniowe wapniaki, mamy z dzisiejszą młodością mentalny i jeszcze większy
emocjonalny problem, bo jest od nas – chociaż wcale nie pierwszy raz w historii – rzeczywiście
zupełnie inna. Ale zanim zaczniemy ją zbyt pochopnie oskarżać o grupowy brak motywacji
do świadomego i bardziej odpowiedzialnego życia, spójrzmy, chociaż przez chwilę, na naszą
wspólną przyszłość z jej wyjątkowej, pokoleniowej perspektywy. A ponieważ nie jesteśmy i
nigdy nie będziemy zieloną wyspą na bezludnym oceanie, zastanówmy się raczej nad
nieuniknioną dorosłością polskiej młodości ze znacznie szerszej, europejskiej perspektywy.
Wychowana w czasach postępującej globalizacji i wielkiej recesji, namówiona na łatwe
studia przepełnione miękkimi przedmiotami i to pomimo konieczności konkurowania o
lokalną pracę ze swoją rówieśniczką z Chin, bezrobotna lub pracująca na śmieciówkach, bez
mieszkania i prawie bez zdolności kredytowej, z narzuconą jej troską o kolejne fale
imigracyjnej nadziei i skazana na bycie zastąpionym przez coraz mądrzejsze roboty, ta nasza
dzisiejsza europejska młodość wciąż jeszcze marzy o karierze, która spełni jej życiowe
oczekiwania, wcale nie aż tak znowu odlegle od tych naszych, własnych, sprzed lat. A że w
międzyczasie technika włożyła jej do kieszeni mobilne komputery z całym światem na
wyciągnięcie reki, a łaskawa historia dała jej prawo do podróżowania po drugiej stronie
niepamiętanego już przez nią muru, to nie dziwmy się ani przez chwilę, że dzisiejsza młodość
myśli inaczej i pragnie sięgać znacznie dalej niż ta nasza, niestety już mocno podstarzała (o
czym donoszę z pewną nieukrywaną zazdrością).
Ta dzisiejsza młodość siedzi bez przerwy w sieci, gdzie wpadają jej w oko (i to pomimo
zarzucanego jej wciąż braku zainteresowania bardziej poważnymi tematami) liczne
negatywne komentarze na temat jej nieuniknionej przyszłości, której zaczyna się dlatego
coraz bardziej bać. Tak zwyczajnie, po ludzku, jak kiedyś poprzednie młodości, wyciągane z
domu przez ich własne życiowe fronty. Dociera do niej bowiem, często przed nią ukrywana,
demograficzna prawda, że po raz pierwszy w historii to ona właśnie będzie miała na
utrzymaniu nie tylko siebie i swoje własne dzieci, ale także swoich rodziców i jeszcze – na
dodatek – żyjących coraz dłużej dziadków. A że wszyscy pragną długowieczności,
korzystając w tym czasie ze szczodrej opieki medycznej i wielu innych dobrodziejstw państwa
opiekuńczego, to finansowa bomba zegarowa tykająca w kieszeni dzisiejszej młodości,
spędza jej coraz częściej sen z pokoleniowych powiek.
Na dodatek, ta sama biedna młodość, kuszona nieprzerwanym strumieniem kolejnych
technologicznych nowinek i żyjąca, jak chyba żadne inne pokolenie w przeszłości, pod presją
wszechobecnego marketingu, wpada coraz głębiej w konsumencką pułapkę teraźniejszości,
unikając – może dla własnego psychicznego komfortu – planowania i tak, w jej oczach,
nieosiągalnej przyszłości, o co mamy do niej z resztą nasz wielki starszeński żal. Szkoda tylko, że
zdominowana właśnie przez nas scena polityczna kupuje sobie glosy tej samej naiwnej
młodości, manipulując jej wyborczymi nadziejami i szastając przy tym złudnymi hasłami
niewypłacalnego rozdawnictwa lub nieopłacalnego nacjonalizmu. Tak, pełna zgoda,
dzisiejsza młodość ma rzeczywiście bardzo ograniczone pojęcie o gospodarce i często nie
rozumie związków przyczynowo-skutkowych pomiędzy głosem oddawanym na obietnice bez
pokrycia i własną sytuacją finansową, ale czy my sami byliśmy kiedyś od nich znacznie
bardziej świadomi?
Wcześniej czy później dotrze jednak do tej naszej nie tylko polskiej młodości, że największą
barierą dla jej szansy na własny ekonomiczny sukces jesteśmy właśnie my, seniorzy, z rosnącą
liczbą przysługujących nam głosów wyborczych i z naszymi własnymi niezaoszczędzonymi
nadziejami na beztroską długowieczność. To właśnie dlatego w Wielkiej Brytanii pojawiają się
już dzisiaj, chociaż na razie jeszcze raczej nieśmiałe głosy, sugerujące konieczność
ograniczenia wieku wyborczego do jedynie kilku lat po przejściu na emeryturę lub wręcz
pozbawienia prawa wyborczego tych wszystkich, którzy już nie pracują i nie wnoszą nic do
budżetu.
Moim zdaniem, międzypokoleniowa sprawiedliwość wymaga dzisiaj relatywnie większej troski
o młodych ludzi i naszego powszechnego przyzwolenia dla niezbędnych dla nich
specjalnych przywilejów. A tymczasem nasze europejskie gospodarki tracą nie tylko na swojej
globalnej konkurencyjności, ale także na swojej realnej zdolności do sfinansowania przyszłych
oczekiwań wszystkich pokoleń, którym – bez wątpienia – przyjdzie współżyć w nieprzerwanie
„ciekawych czasach”.
Dlatego zamiast czekać na nieunikniony bunt rozczarowanej młodości, już dzisiaj
wyprowadzmy ją na barykady przedsiębiorczości, wolnej od wszelkich kombatanckich
interesów, w naszym wspólnym, międzypokoleniowym, interesie. Bo jeżeli na zaznają przez nas
poczucia życiowej stabilizacji, to z czasem wezmą też na nas historyczny rewanż i wypchną
nas z rynku pracy, nie dając nam żadnej szansy na dorobienie do niewystarczającej
emerytury.